URODA,

ALFABET STYLU. A JAK AKCEPTACJA.

 

Czy styl to tylko strój, makijaż i fryzura?

Czy kwestię stylu możemy traktować jedynie powierzchownie? Moim zdaniem, zdecydowanie nie!

Czy to, że ubierzemy piękną i drogą sukienkę, uczeszemy się u najlepszego fryzjera w mieście i pomalujemy usta czerwoną pomadką Chanel, wystarczy, żeby powiedzieć, że wyglądamy stylowo? Jeżeli brakuje jednego, niewidzialnego, ale bardzo ważnego elementu, to na nic nasze wysiłki. Zawsze coś będzie nie tak.

Tym tajemniczym pierwiastkiem jest akceptacja. Akceptacja siebie, swoich wad i niedoskonałości.

Nawet najdroższa sukienka nie ukryje tego, że źle czujemy się we własnej skórze. Wspomniana pomadka Chanel nie pomoże ukryć naszego zagubienia i niepewności. Tu znowu do głosu dochodzą nasze kompleksy, o czym pisałam już tutaj, to one skutecznie odbierają nam pewność siebie i gaszą błysk w oku. A przecież nie chcemy tego.

Kobiece kompleksy – wróg do pokonania!

Najważniejsze jest to, co niewidzialne, a co wpływa na nasze samopoczucie i na to jak odbiera nas otoczenie. To coś jest w nas samych i pogodzenie się z tym, jacy jesteśmy to pierwszy krok do sukcesu. Wiem, że łatwo mówić (pisać), ale możecie, chociaż małymi kroczkami, powoli kierować się w tą stronę. To już kolejny artykuł, w którym namawiam Was do wytoczenia dział przeciwko temu okropnemu wrogowi jakim są kompleksy 🙂

Z własnego doświadczenie wiem, że jest on do pokonania, a przynajmniej do osłabienia 🙂 Pomaga to zupełnie inaczej spojrzeć na siebie i wiele zmienia na co dzień. Ja sama bardzo długo byłam pełna kompleksów, niepewna tego jak jestem odbierana, nic mi się w sobie nie podobało, ubierałam się w za duże rzeczy, miałam straszne włosy (pokazywałam w w tym poście), a teraz jest o wiele inaczej.

To praca nad sobą, budowanie pewności siebie i zmiana podejścia do samej siebie bardzo wiele zmieniło w moim życiu. Kiedyś, jeszcze kilka lat temu, nie pomyślałabym, że mogę prowadzić bloga, pokazywać w nim siebie, pisać teksty. Wtedy myślałam, że nie mam nic ciekawego do zaprezentowania. Ale dzięki pracy nad sobą i ogromnej pomocy mojego narzeczonego, który zawsze we mnie wierzył i był dla mnie wsparciem, teraz robię to, co lubię i jestem z tego zadowolona… I chcę więcej 🙂

Zmieniłam podejście do siebie i po prostu się zaakceptowałam. I nie pozwalam już, by jakieś moje fałszywe wyobrażenia decydowały o tym, kim jestem. I mówię Wam, tak jest o wiele łatwiej iść przez życie.

O tym jak ukrywałam swój atut.

Podam Wam jeden przykład. Kiedyś zawsze myślałam, że mam za chude nogi i nie wyglądam dobrze w spódnicach. Cały czas chodziłam w spodniach, buty też jakoś zawsze miałam za duże także ogólnie całość nie prezentowała się za bardzo atrakcyjnie. A teraz zupełnie nie mam tego problemu, a przecież nadal mam te same nogi 🙂 Czyli widzicie, że to jedynie kwestia podejścia, coś co jest naszym zmartwieniem może tak naprawdę być naszym atutem.

Czasami potrzebny jest ktoś z boku, kto uświadomi nam jak bardzo jesteśmy w błędzie. A od uświadomienia sobie problemu do jego pokonania to już prosta droga.

Pomyślcie, więc o tym, co jest Waszym największym kompleksem i spróbujcie spojrzeć na to z innej perspektywy, bo może wcale tak źle nie jest.

W zdecydowanej większości przypadków widzimy siebie o wiele gorzej niż jest w rzeczywistości.

Czas z tym skończyć. Ale… najpierw trzeba zacząć. I to najlepiej jeszcze dzisiaj.

Trzymam za Was kciuki!

 

 

02 comments

writer

The author didnt add any Information to his profile yet

2 Comments

eyesflossy

święta prawda ! zgadzam się z Tobą w 100 %

Odpowiedz

Eveline Bison

Piękny post! Ja wiele swoich kompleksów przekułam w moje atuty i dziś je podkreślam 🙂 Liczy się sposób w jaki na siebie patrzymy, a nie konkretne wymiary czy wyznaczniki piękna 🙂
Pozdrawiam!

Odpowiedz

Leave a Reply

Subskrybuj!

Thanks for subscribing!

Instagram

Something is wrong.
Instagram token error.
Load More